Na dworcu pada deszcz. Szumi, ale inaczej niż ten tłum wcześniej bulgoczący, deszcz szumi delikatnie i mocno, dogłębnie, równomiernie. Mimo to jest głośniejszy niż pisk hamującego pociągu. Krople jak miriady głosów grające wspólnie a nie same sobie. Zalewają mnie zaczynając od głowy, nasączają powoli aż staję się deszczem duszy, deszczem w ciele człowieka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz